Ciąża

Jak przetrwać poród? – kilka wskazówek

2 sierpnia 2017

Minęło już 9 miesięcy, a mi wydaje się jakby to było wczoraj. Dzień zaczął się zupełnie normalnie, bez żadnych skurczy, bez żadnych bóli, nic nie zapowiadało, że to właśnie tego dnia zacznie się poród. Przed południem wybrałam się na długi spacer, podczas którego kupiłam sobie  ulubioną czekoladę. Jednak okazało się,  że tak naprawdę nie miałam na nią ochoty. A wierzcie mi, to się nigdy wcześniej nie zdarzyło. I może właśnie to powinno dać mi coś do myślenia… Sama nie wiem.

Po powrocie do domu, położyłam się na kanapie i włączyłam telewizję. Aż tu nagle… hmmm, co to się dzieje…a to wody zaczęły się sączyć. I nie było to wielkie chluuuup, na jakie byłam nastawiona i jakiego oczekiwałam. Czym prędzej zadzwoniłam do męża, no i oczywiście do przyszłej babci, która już od dłuższego czasu wyczekiwała narodzin pierwszego wnuka. I dokładnie po 12 godzinach od tego momentu, na świecie pojawił się Jaś.

Wiele razy zastanawiałam się jak będzie wyglądał dzień porodu. Czy aby na pewno będę wiedziała, że już rodzę?

Przygotowałam dla przyszłych mam kilka, mam nadzieję przydatnych i pomocnych informacji.

Czy na pewno będziesz wiedziała, że właśnie zaczynasz rodzić?

Nie obawiajcie się, tego momentu nie da się przeoczyć. Jeśli odejdą Wam wody, bądź też pojawią się skurcze, to z całą pewnością to poczujecie.

Czy aby na pewno zdążę dojechać do szpitala?

Owszem, czasami słyszymy, że kobieta nie zdążyła dojechać do szpitala i urodziła w samochodzie. Moim zdaniem jest to naprawdę bardzo rzadko spotykana sytuacja. Mój poród trwał 12h, a Pani, która leżała ze mną na sali, urodziła naprawdę szybko, bo po około 3,5 godziny. Jednak mimo wszystko, jest to taki okres czasu, który z całą pewnością pozwoli Waszym mężom na dowiezienie Was do szpitala.

A jak to jest z tą lewatywą? Robić czy nie robić?

Muszę przyznać, że był to dla mnie dość trudny i nieco wstydliwy temat. W szpitalu, w którym rodziłam, położne nie wykonywały lewatywy na życzenie pacjentki. Jednak, dla poprawy swojego komfortu psychicznego, kupiłam  w aptece taki mały, domowy „zestaw”, który zabrałam  ze sobą do szpitala. Jednak położna poradziła mi, abym nie zmuszała do niczego swojego organizmu i w taki oto sposób zrezygnowałam z lewatywy. Tutaj musicie same podjąć decyzję, to już jest kwestia naprawdę indywidualna.

Czy korzystać z prysznica?

Zdecydowanie tak! Woda naprawdę pomaga, w przetrwaniu tych ciężkich chwil. Pod prysznicem siedziałam około 1,5 godziny, polewałam sobie brzuszek wodą i starałam się relaksować, co czasami nie było łatwe. Jeśli zastanawiasz się, czy pójść pod prysznic, czy może zrezygnować, to ja w 100% polecam.

A co ze znieczuleniem zewnątrzoponowym?

Przed porodem, byłam pewna, że uda mi się urodzić, nie korzystając z żadnego znieczulenia. Przecież jestem silna i dzielna i żadnego znieczulenia potrzebować nie będę. Jednak stało się zupełnie inaczej. W pewnym momencie pojawił się ból, który był nie do wytrzymania. Mimo rozmowy z anestezjologiem, który poinformował mnie o możliwych skutkach ubocznych, bez chwili zastanowienia poprosiłam o znieczulenie zewnątrzoponowe. Zastrzyku praktycznie w cale nie poczułam, a skurcze stały się naprawdę delikatnie odczuwalne.

Zabrać kogoś ze sobą do porodu?

Zdecydowanie tak! Uwierzcie mi,  podczas porodu bardzo, ale to bardzo chce się pić  i to właśnie mąż dbał o moje nawodnienie. Kiedy szłam pod prysznic, towarzyszył mi, no i przede wszystkim miałam z kim porozmawiać i miał mnie kto trzymać za rękę. Naprawdę warto zabrać swojego partnera na porodówkę.

Nie będę Was przekonywała, ze poród nie boli. Bo boli! Jednak moment, w którym zobaczysz swoje dziecko, rekompensuje każdy, nawet największy ból.

Polub także

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź

CAPCHA * Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.